Przeskocz do treści

Led Zeppelin – No Quarter, czyli orgazm przez uszy.

Lipiec 15, 2010

Jest rok 1971. Muzycy z Led Zeppelin są w trakcie tworzenia materiału na chyba najbardziej eklektyczny, a na pewno mój ulubiony w ich dyskografii album – Houses of the Holy. John Paul Jones akurat zakupił sobie fortepian. Nie mogąc nacieszyć się instrumentem, szlifuje grę na nim w swoim domowym zaciszu. W jego głowie rodzi się pewna melodia. Melodia jednego z najwybitniejszych, o ile nie najwybitniejszego moim skromnym zdaniem utworu w dorobku legendarnego zespołu z Wielkiej Brytanii. Utwór ten to ‘No Quarter’.

Słuchając Houses of the Holy po raz pierwszy zauważyć można dużą różnorodność. Jak dla mnie różnorodność uzasadnioną – po sukcesach pierwszych czterech płyt i wybiciu się na rynku muzycznym przyszedł czas na eksperymenty. Albumowi temu zarzuca się niezdecydowanie. Według mnie jest to jego mocna strona. Mamy tu skupioną na gitarach akustycznej i elektrycznej, z ciekawą partią klawesynu kompozycję ‘Over the Hills and Far Away’. Mamy trzy typowo hardrockowe utwory: posiadający zmienne tempo i szaloną linię basową, innowacyjny ‘The Song Remains the Same’, posiadający jeden z najbardziej charakterystycznych riffów gitarowych ‘Dancing Days’, oraz kończący album, prawiący o fanach zespołu ‘The Ocean’. Mamy subtelną i nastrojową, skupioną na mellotronie Johna Paula Jonesa balladę ‘The Rain Song’. Mamy wreszcie funkowy, uznawany za żart ‘The Crunge’ oraz czerpiący z muzyki reggae, zmuszający do bujania się na lewo i prawo, kapitalny ‘D’yer Mak’er.’

Prawdziwą perełką i punktem kulminacyjnym albumu jest jedna wyżej wymieniona, genialna kompozycja jaką jest ‘No Quarter’. John Paul Jones odwalił kawał dobrej roboty wymyślając, a potem przedstawiając kolegom w studiu to fortepianowe cudo. Po dopisaniu reszty muzyki i tekstu, rozpoczęto nagrywanie. Pierwsza wersja (do usłyszenia poniżej) jest szybka i mimo wszystko mało wyrazista. Muzycy zdecydowali się więc na spowolnienie utworu i w 1972 w Island Studio w Londynie powstała jego finalna wersja.

Zwrot ‘no quarter’ oznacza brak litości w stosunku do pokonanych przeciwników. Są dwie teorie na temat jego pochodzenia. Jedna odnosi się do amerykańskiej wojny o niepodległość. W brytyjskim prawie mieszkańcy kolonii mieli obowiązek kwaterowania żołnierzy w swych domach oraz zapewnienia im wyżywienia. Kto odmówił, był narażony na surowe represje. Quarter to nic innego jak kwatera – nie ma kwatery, nie ma litości. Druga koncepcja etymologii zwrotu wskazuje na piratów, którzy mieli go spopularyzować i używać zamiast ‘no mercy’. Obie koncepcje dodają odrobiny ciekawości do kompozycji.

Większość interpretacji tekstu wskazuje na ‘Władcę Pierścieni’ lub wyprawy Wikingów. Według mnie bardziej prawdopodobna jest ta druga wersja. To Wikingowie pochodzą z mroźnej śnieżnej Skandynawii, to w ich religii wywodzi się Thor („The snow falls hard and don’t you know / The winds of Thor are blowing cold”). To oni znali byli z wyjątkowego poświęcenia w walce, braku litości („They choose the path where no-one goes / They hold no quarter”) i towarzyszącej ich wyprawom śmierci („Walking side by side with death/ The devil mocks their every step”). Ponadto gdzieś wyczytałem również o islandzkich psach, które to towarzyszyły Wikingom w ich grabieżach („The dogs of doom are bowling more”). Co tak naprawdę miał Plant na myśli pewnie się nie dowiemy nigdy. Ale pospekulować zawsze można.

Najbardziej wyrazistym i pociągającym elementem tej cudownej układanki jest jej posępny, a wręcz psychodeliczny i przerażający klimat. Zniekształcony głos Planta, tajemnicze brzmienie klawiszów Jonesa (zarówno w riffie jak i w solówce), znakomita partia gitarowa Page’a i świetna jak zwykle gra Bonhama – wszystko to sprawia, że słuchając ‘No Quarter’ czuć ciarki na całym ciele już od pierwszych jego sekund. Utwór przenosi nas do innego, odległego świata, na siedem minut wyłącza ze zwykłej, ziemskiej egzystencji. Niesamowite uczucie!

Led Zeppelin często grywali ‘No Quarter’ na koncertach – za każdym razem Jones mógł pochwalić się swoimi fortepianowymi umiejętnościami. Szczególnie wybitne jest wykonanie z Houston z 77’ roku. Niestety nigdzie w Internecie nie mogłem go znaleźć.

Kto jeszcze nie słyszał, niech lepiej posłucha, bo nie jest to utwór koło którego można przejść obojętne. W przeciwnym razie…no quarter. :) Poniżej umieszczam szybką wersję demo, wersję albumową, koncertową wersję ze składanki The Song Remains the Same oraz nieprzeciętne wykonanie Toola, zamieszczone na ich płycie Salival z roku 2000.

Pozdrawiam. Przy okazji informuję, że jakiś czas nie będę pisał, ponieważ będę wypoczywał nad polskim morzem. :)

Wersja demo

Wersja albumowa

Wersja z The Song Remains the Same

Wersja Toola


From → Wpisy.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.